poniedziałek, 26 marca 2012

Tyranidzi!

Tyranidzi byli moją pierwszą armią, z którą zacząłem poważną przygodę z uniwersum Warhammera 40,000. A było to ponad dwa lata temu, z kodeksem przeznaczonym na czwartą edycję. Z początku szło trzaśnie, duże fajne robale, mające w miarę fajne zasady i możliwości ciekawego uzbrojenia i wyposażenia. Jedną z naprawdę fajnych rzeczy była żywa amunicja, która umożliwiała przerzuty ran.
Dozbrajając Tyrana Roju w cztery pochłaniacze (a w zasadzie dwa zlinkowane) w jednej fazie strzelania można było wycisnąć nawet i dwanaście ran (przy dobrych rzutach). Siła broni nie była przypisana na stałe, ale zależała od siły jednostki, która ją nosiła. Zoantropy mogły działaś osobno, Lictor po deep strike'u był w stanie zaszarżować, tani carnifex... i tak dalej... Plusów można by wymienić jeszcze sporo. Zasady ogólnie rzecz biorąc nie były przegięte, jak na moje oko były wręcz idealne. Owszem brakowało paru opcji, ale dało się tym naprawdę fajnie grać - zarówno na małe jak i większe punkty. Armia mała co prawda niedobór mocy w przypadku czołgów. Zniszczenie Land Raidera było jednym z trudniejszych zadań. Przynajmniej strzelecko...



Nowa edycja kodeksu wprowadziła sporo zamieszania. Pojawiły się nowe, silne  jednostki, które wyparły część rzeczy, które używane były dotychczas. Tak działa polityka GW, nowy kodeks, nowe modele, które muszą przynieść zysk... i praktycznie nowa armia. Kodeks przejrzałem szczegółowo kilka razy i wydał mi się słaby. Duże robale, które pomalowałem były dużo słabsze w konfiguracji, w których zostały sklejone.




Najgorsza rzecz to koszty. Podstawowego Carnifexa w starym kodeksie można było wystawić już za około 115 punktów. W nowej edycji nie było to już możliwe za takie punkty. W kodeksie były lepsze, bardziej efektywniejsze  jednostki. Próbowałem się zaadaptować do nowych realiów kombinując z różnymi rozpiskami.


W końcu zdecydowałem się sprzedać to co miałem pomalowane. Na szczęście zainteresowanie moimi modelami, pomalowanymi w stylu floty Leviatan było dosyć duże i wszystkie modele znalazły nowych właścicieli. Kilka z pomalowanych przeze mnie modeli umieściłem w niniejszym artykule. Kilka z nich, ku mojemu zdziwieniu, trafiło nawet do pozycji CMON Annual.
Po wydaniu kodeksu Krwawych Aniołów zacząłem intensywnie kolekcjonować i malować wspomnianą armię, ale tyranidzi... spoglądali z ciemności w moim kierunku. Jako że sprzedane zostały tylko modele pomalowane 'szarakami' co jakiś czas grałem robiąc sobie odskocznię od Krwawych Aniołów. Wraz z marcową falą nowych modeli postanowiłem przyłożyć się do Tyranidów. Dlatego też w najbliższym czasie pojawi się sporo malowania robali.



Plan zakłada pomalowanie następujących modeli:
1 x Tervigon 
14 x Genestealer
1 x Broodlord
60 - 70 x Termagaunt (zwyklaki i z pochłaniaczami)
3 x Zoanthrope
9 x Hive Guard
6 x Ravager
20 x Gargoyle
1 x Hive Tyrant
2 x Tyrant Guard

Modele z zestawienia pozwolą na w miarę elastyczne układanie rozpisek. Do pomalowania takiej ilości modeli zamierzam wykorzystać kupiony jakiś czas temu aerograf. Przeraża mnie tylko ilość tych termagauntów. Takiej ilości takich samych modeli jeszcze w życiu nie malowałem. Na pierwszy ogień idzie Tervigon. Zdjęcia już niebawem.


4 komentarze:

  1. Swojego czasu pamiętam swoje potyczki z Tyranidami. Mały stół, duże punkty i genokrady wychodzące z flanki;)ale to był mój początek z Wh40k. Zapraszam również na mojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Yep. Broodlord na poprzedniej edycji był tylko skwaszony - niby genek a zapomniał jak się biega (fleetuje). ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Bynajmniej" to nie "przynajmniej". Wielki minus dla bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za uwagę. No niestety bez korekty mogą pojawić się czasami takie babole. :P

    OdpowiedzUsuń